Były święta u Sztachetów, to ci było lizać palce, Każda z damów tańcowała w czystej koronkowej halce. A frajerstwo też z fasonem: czapka, buty i pokrywka, Tylko dryndziarz, pan Antoni, nietrunkowy, ten z przeciwka.
W zrujnowanym lokalu na Woli, na harmonii poleczkę ktoś rżnie. Już litrówka znów stoi na stole, a pod stołem już puste są dwie. Trzech kolegów popija powoli, a harmonia bez przerwy im gra. To spotkanie dziś będą oblewać do dnia, Piekutoszczak, Feluś i ja.